poniedziałek, 3 marca 2014

Chapter six.

Usłyszałam, że ktoś drze się na cały dom, że trzeba wstawać. Chociaż byłam zaspana rozpoznałam ten irytujący głos Matta. Chwyciłam telefon z szafki obok łóżka i zobaczyłam, że dopiero 9.00. Jezu dla mnie to środek nocy. Jakimś cudem zwlokłam się z łóżka i poszłam do toalety wykonując wszystkie poranne czynności. Wyglądałam już jak człowiek, więc zeszłam na dół i zobaczyłam, że Matt i Justin siedzą przy stole jedząc kanapki. Dołączyłam do nich chociaż jakoś nie wiedzieć czemu czułam się troche niezręcznie. Justin dziwnie na mnie patrzył co mi naprawde nie pomagało. Po jakiś dziesięciu minutach Justin poprosił mnie o rozmowe. Odeszliśmy od stołu podczas gdy Matt zmywał po śniadaniu. Początkowo staliśmy naprzeciwko siebie w niezręcznej ciszy, którą po chwili przerwał Justin.
- Przepraszam  - Widziałam, że z trudem udało mu się to z siebie wykrztusić, chyba nigdy nikomu tego nie mówił, czego w sumie się spodziewałam. - Przepraszam, że wczoraj tak na Ciebie naskoczyłem, ale byłem pijany. - Chociaż dalej chciałam wiedzieć kim byli ci goście, stwierdziłam, że odpuszcze. Na razie.
-W porządku Justin, jest okej. - Justin chciał coś powiedzieć ale przeszkodził nam Matt.
-Zbierajcie się dzieciaki. - uwielbiałam jak tak do nas mówi, zwłaszcza, że ani nie wyglądam anie nie zachowuje się jak dziecko - jedziemy na zakupy do pobliskiego centrum handlowego. - zakupy, normalnie nie brzmią źle ale w towarzystwie Justina i człowieka, który irytuje mnie od samego rana jednak brzmią źle, bardzo źle.
Nie miałam wyboru musiałam z nimi iść, ale nie zamierzałam się stroić. Jako, że nie wyglądałam tak źle postanowiłam założyć tylko swoje białe trampki i dołączyć do nich. Mieliśmy tam pojechać, ale oczywiście Matt widząc, że świeci słońce stwierdził, że do centrum jest tylko 40 minut drogi i możemy się przejść. Wspominałam jak bardzo kocham długie spacery i te pieprzone pomysły Matta? Po 20 minutach miałam już serdecznie dosyć więc widząc jakąś ławke zaraz na niej usiadłam tym samym zostając w tyle. Zamknęłam oczy próbując się odprężyć, ale usłyszałam skrzypienie ławki, czy ja nie moge mieć chwili dla siebie? Niechętnie otworzyłam oczy i zobaczyłam, że Justin siedzi obok mnie z szerokim uśmiechem. Musze przyznać, że dziwnie było zobaczyć na jego twarzy szczery uśmiech, ale cholera ten uśmiech był jakiś inny, wyjątkowy. Justin wstał z ławki podając mi ręke, żebym zrobiła to samo. Gdy wstałam powiedział tylko krótkie "Wskakuj" i nim się zorientowałam już siedziałam mu na ramionach jak małe dziewczynki u swoich ojców. Byłam w szoku, ale pomyślałam, że teraz droga będzie milsza, a na pewno łatwiejsza.

_____________________________________________
Rozdział napisałam na życzenie jednej czytelniczki @belieberbbee, dziękuje ci za miłe słowa, mam nadzieje, że rozdział choć troche Ci się spodoba. :)

TWITTER
ASK
INSTAGRAM 


1 komentarz: