wtorek, 4 marca 2014

Chciałabym Cię najserdeczniej przeprosić ale naprawde zupełnie nie mam pomysłu na to ff. Jeśli naprawde podoba Ci się jak pisze co szczerze mnie dziwi. Może mi wybaczysz a nawet podsuniesz jakiś pomysł, książke, film, serial, którym mogłabym się zainspirować przy pisaniu nowego ff.
Jeszcze raz przepraszam kochanie :) 

poniedziałek, 3 marca 2014

Chapter six.

Usłyszałam, że ktoś drze się na cały dom, że trzeba wstawać. Chociaż byłam zaspana rozpoznałam ten irytujący głos Matta. Chwyciłam telefon z szafki obok łóżka i zobaczyłam, że dopiero 9.00. Jezu dla mnie to środek nocy. Jakimś cudem zwlokłam się z łóżka i poszłam do toalety wykonując wszystkie poranne czynności. Wyglądałam już jak człowiek, więc zeszłam na dół i zobaczyłam, że Matt i Justin siedzą przy stole jedząc kanapki. Dołączyłam do nich chociaż jakoś nie wiedzieć czemu czułam się troche niezręcznie. Justin dziwnie na mnie patrzył co mi naprawde nie pomagało. Po jakiś dziesięciu minutach Justin poprosił mnie o rozmowe. Odeszliśmy od stołu podczas gdy Matt zmywał po śniadaniu. Początkowo staliśmy naprzeciwko siebie w niezręcznej ciszy, którą po chwili przerwał Justin.
- Przepraszam  - Widziałam, że z trudem udało mu się to z siebie wykrztusić, chyba nigdy nikomu tego nie mówił, czego w sumie się spodziewałam. - Przepraszam, że wczoraj tak na Ciebie naskoczyłem, ale byłem pijany. - Chociaż dalej chciałam wiedzieć kim byli ci goście, stwierdziłam, że odpuszcze. Na razie.
-W porządku Justin, jest okej. - Justin chciał coś powiedzieć ale przeszkodził nam Matt.
-Zbierajcie się dzieciaki. - uwielbiałam jak tak do nas mówi, zwłaszcza, że ani nie wyglądam anie nie zachowuje się jak dziecko - jedziemy na zakupy do pobliskiego centrum handlowego. - zakupy, normalnie nie brzmią źle ale w towarzystwie Justina i człowieka, który irytuje mnie od samego rana jednak brzmią źle, bardzo źle.
Nie miałam wyboru musiałam z nimi iść, ale nie zamierzałam się stroić. Jako, że nie wyglądałam tak źle postanowiłam założyć tylko swoje białe trampki i dołączyć do nich. Mieliśmy tam pojechać, ale oczywiście Matt widząc, że świeci słońce stwierdził, że do centrum jest tylko 40 minut drogi i możemy się przejść. Wspominałam jak bardzo kocham długie spacery i te pieprzone pomysły Matta? Po 20 minutach miałam już serdecznie dosyć więc widząc jakąś ławke zaraz na niej usiadłam tym samym zostając w tyle. Zamknęłam oczy próbując się odprężyć, ale usłyszałam skrzypienie ławki, czy ja nie moge mieć chwili dla siebie? Niechętnie otworzyłam oczy i zobaczyłam, że Justin siedzi obok mnie z szerokim uśmiechem. Musze przyznać, że dziwnie było zobaczyć na jego twarzy szczery uśmiech, ale cholera ten uśmiech był jakiś inny, wyjątkowy. Justin wstał z ławki podając mi ręke, żebym zrobiła to samo. Gdy wstałam powiedział tylko krótkie "Wskakuj" i nim się zorientowałam już siedziałam mu na ramionach jak małe dziewczynki u swoich ojców. Byłam w szoku, ale pomyślałam, że teraz droga będzie milsza, a na pewno łatwiejsza.

_____________________________________________
Rozdział napisałam na życzenie jednej czytelniczki @belieberbbee, dziękuje ci za miłe słowa, mam nadzieje, że rozdział choć troche Ci się spodoba. :)

TWITTER
ASK
INSTAGRAM 


sobota, 28 września 2013

Chapter five

Weszliśmy do domu i od razu rzuciło mi się w oczy pianino, które stało w salonie. Przypomniało mi się jak mama uczyła mnie gry na tym cudownym instrumencie. Uwielbiałam grać, ale przestałam, gdy mama umarła. Matt pokazał nam nasze pokoje i kazał szybko rozpakować walizki. Znam go krótko, ale mam wrażenie, że temu człowiekowi wiecznie się gdzieś spieszy. Byłam zmęczona podróżą zwłaszcza, że musiałam wytrzymać z tym dupkiem w jednym samochodzie. To nie było ani łatwe ani przyjemne. Matt oznajmił nam, że przyda nam się spacer. Więc pójdziemy we trójke zwiedzić okolice. No kurwa wspaniale. Nie marze o niczym innym tylko o tym, żeby chodzić gdzieś z nimi. Wspominałam już jak bardzo kocham swoje życie? Spacerowaliśmy już jakieś pół godziny między domkami jednorodzinnymi. Wszystkie były piękne i zadbane. Matt przez całą dotychczasową droge mówił, że to co robimy nie doprowadzi do niczego dobrego. Słyszałam to już setki razy i dalej robie swoje. Z jakiejś uliczki wyszło jakiś dwóch typów, którzy zmierzali w naszym kierunku. Nie łatwo mnie przestraszyć ale oni wyglądali naprawde groźnie. Gdy ich mijaliśmy słyszałam tylko jak jeden powiedział cicho do Justina coś w stylu "Nie myśl, że zapomnieliśmy". Justin wyglądał na lekko przerażonego tą całą sytuacją, ale próbował to ukryć. To było cholernie tajemnicze a ja z natury jestem ciekawska więc mam nadzieje, że gdy wrócimy się czegoś dowiem. Co prawda szanse, że mi coś powie są znikome ale spróbuje. Po dwóch godzinach wróciliśmy do domu. Byłam wyczerpana. Genialny pomysł Matta z prawie trzygodzinnym spacerem zaraz po podróży nie był najlepszy co wiedziałam od początku. Ale nawet nie miałam siły się z nim kłócić. Usłyszałam pukanie do drzwi ale nawet nie zdążyłam nic powiedzieć bo od razu zauważyłam w nich Justina. Nawet się nie zorientowałam a już stał blisko mnie co pozwoliło mi wyczuć alkohol. Ten wyjazd ma mu pomóc z tym zerwać a on jeszcze się upija. Matt będzie wniebowzięty.
-Ashley, nasz początek nie był najlepszy, więc może zaczniemy od nowa. - był niebezpiecznie blisko mnie . Chciałam go odepchnąć ale skoro jest pijany mam okazje dowiedzieć się co to za typy.
-Justin, kim byli ci kolesie, których mijaliśmy dzisiaj, wiesz tych dwóch, którzy coś do ciebie powiedzieli. Nie wyglądali zbyt przyjaźnie. - powiedziałam cicho z nadzieją w głosie. Czułam, że raczej się nie dowiem, bo widziałam, że nie zadowoliło go to pytanie, czego mogłam się spodziewać.
-To chyba nie twój interes tak? - był wkurzony, nawet więcej był wkurwiony. Wolałam już nie drążyć tematu i po prostu wyszłam z pokoju. Trzasnęłam drzwiami i zbiegłam po schodach do salonu. Usiadłam na kanapie i zaraz dołączył do mnie Matt. Czy ja nie moge być chociaż na moment sama. Jak nie Justin to Matt, lubie towarzystwo ale niekoniecznie ich. Raczej jakiś obcych ludzi na imprezie.
-Ashley, byłem dokładnie taki jak Justin teraz.- zaczął Matt. Nie mogłam sobie tego wyobrazić taki poukładany człowiek jak on miał być takim dupkiem jak Justin. Nie wydaje mi się.
-Nie wiem dlaczego tak jest, ale odpychasz od siebie ludzi. Przynajmniej mam take wrażenie. Zbudowałaś wokół siebie mur, którego za wszelką cene nie pozwalasz nikomu zburzyć. Zamknęłaś się w sobie, ale musisz mi uwierzyć, że to nie jest potrzebne. Zdaje sobie sprawe, że musiałaś mieć bardzo ważny powód. Ale musisz się chociaż postarać i dać mu szanse. - co o czym on do mnie mówi? Jaką kurwa szanse? Pozwoliłam Mattowi kontynuować
-Wydaje mi się, że on cie nie nienawidzi, po prostu wydaje mu się, że musi zgrywać twardziela. Uwierz mi też to przeżyłem. - Wydaje mi się, że Matt może mieć troche racji, w sumie też taka jestem.
-Matt, dziękuje - powiedziałam szczerze, naprawde. Otworzył mi oczy jedną rozmową, ale jednak.
-Nie ma sprawy, po to tu jestem młoda - Matt powiedział śmiejąc się. Poczochrał mi włosy i odszedł.
___________________________________________________
Przepraszam za powtórzenia i wszystkie błędy.
Szczerze to już się zastanawiałam żeby to skończyć bo mam wrażenie, że pisze sama dla siebie.
Zmieniłam nazwe na twitterze. Teraz znajdziecie mnie pod nazwą @alohaian.
Zrobiłam nowy zwiastun http://www.youtube.com/watch?v=IMMz5FUA2X8

środa, 11 września 2013

Chapter four

Nadal w to nie wierze. To chyba najbardziej debilny pomysł. Przecież my się nie znosimy a mamy wyjechać razem i to w dodatku na miesiąc. To nie może być prawda. Moje życie to ciąg porażek i ciągłych upadków. Od zawsze było ciężko straciłam moją mame, jedyną osobę, która była dla mnie wszystkim. Dlatego zaczęło się to wszystko, moje złe zachowanie, narkotyki, imprezy. Ojca nigdy nie znałam bo nas zostawił. Dupek. Może dlatego tak bardzo nie znosze większości mężczyzn. Boje się, kogoś pokochać. Boje się, że ktoś też może mnie tak zranić. Pamiętam jak moja mama płakała co noc, nie radziła sobie z tym. Nie chce aby to spotkało także mnie. Pojedyńcza łza spłynęła mi po policzku, ale natychmiast ją starłam. Nie moge. Po prostu nie moge sobie pozwolić na słabość. Od śmierci mamy obiecałam sobie, że nigdy nikt mnie nie zrani, że będe silna, dla niej. Właśnie kończyłam pakować walizki i szczerze mówiąc, to nawet troche bałam się tego wyjazdu, a raczej tego jak my ze sobą wytrzymamy. Matt jedzie z nami może to nawet lepiej, chociaż jeśli będzie miał jeszcze więcej takich "genialnych" pomysłów, to chyba podziękuje. Miałam nadzieje, że moi nowi rodzice nie pozwolą mi jechać ale gdy poznali Matta i jego dokładną historie zgodzili się myśląc, że to dobrze na mnie wpłynie. Wszyscy są głupsi niż myślałam no i naiwni. Usłyszałam dzwonek do drzwi i zwlokłam się z trudem z walizką ze schodów. Na dole zobaczyłam Matta, na szczęście bez Justina.
-Ashley, Justin czeka w samochodzie. Musimy jechać. - Matt wziął moją walizke i wyszedł z domu. Pożegnałam się z rodzicami i dołączyłam do niego. Starałam się go jeszcze przekonać, że to nic nie da i nie ma sensu tam jechać. No ale mi się nie udało. Zrezygnowana wsiadłam do samochodu i zajęłam miejsce obok Justina. Postanowiłam, że ta podróż może nawet będzie znośna, gdy nie będziemy się do siebie odzywać i po prostu nie zwracać na siebie uwagi. 
-Matt, zdajesz sobie sprawe, że moge pojechać tam nawet rok, ale to nic nie da. Nie zmienie swojego życia, a tym bardziej jej nie polubie - prychnął Justin. Już mnie wkurwia a nawet nie dojechaliśmy. Zapowiada się wspaniale. 
-Słuchaj, mi też się ten wyjazd nie uśmiecha bo Cie nie znosze ale musimy tu być, więc po prostu się ignorujmy. Mówiąc jaśniej zamknij się i nie odzywaj do końca jazdy. Rozumiesz? - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem. Wiedziałam, że go to wkurwi. Widok wkurzonego Justina to chyba jedyny plus tego wyjazdu. Przez całą droge się ignorowaliśmy i o dziwo było spokojnie. Matt powiedział nam, że dojechaliśmy, więc wybiegłam z auta jak poparzona. Wyjeliśmy walizki z bagażnika i staneliśmy we trójke przed małym domkiem. Wyglądał nawet ładnie i przytulnie. Coś mi mówiło, że ten miesiąc będzie jednym z najgorszych. Czuje, że będzie pełen zaskoczeń. Tego się najbardziej obawiam. 
________________________________________________________________
Rozdział pisany na szybko i na totalnym spontanie, więc może nie być najlepszy. Przepraszam za wszystkie błędy.

sobota, 7 września 2013

Chapter three

Weszłam do szkoły, gdy zobaczyłam puste korytarze zorientowałam się, że jestem spóźniona. W sumie to nic nowego, musze przygotować nauczycieli, że punktualność to nie jest moja mocna strona, zwłaszcza jeśli chodzi o wstawanie o 7. do szkoły. Podeszłam do swojej szafki zabrałam potrzebne książki, zatrzasnęłam ją i poszłam wolnym krokiem w kierunku sali matematycznej. Nie chciałam się rzucać w oczy więc cicho weszłam i usiadłam z tyłu. Nauczyciel był tak zajęty tłumaczeniem jakiś równań czy czegoś, że nawet mnie nie zauważył. Tylko pare uczniów spojrzało na mnie niepewnie, ale miałam to w dupie. Nienawidziłam matmy te liczby i działania mnie przerażały, podobnie jak ten nauczyciel był cholernie dziwny, ale do tej pory nie zainteresował się mną jakoś szczególnie więc mi nie przeszkadzał. Po dzwonku natychmiast wyszłam z klasy, ale na korytarzu było jeszcze gorzej bo czekał tam na mnie dyrektor. Świetnie, ciekawe czego chce.
-Panno Hastings, mogłaby pani pójść ze mną do mojego gabinetu? Musimy poważnie porozmawiać.  - to chyba miało być pytanie, ale zabrzmiało jak rozkaz. Coś czuje, że go nie polubie. Nienawidze gdy ktoś mówi mi co mam robić, zwłaszcza jakiś podstarzały playboy. W sumie to oprócz spóźnień jeszcze nic nie zrobiłam, więc moge z nim pogadać.
 Nie odezwałam się już tylko poszłam za nim. Gdy weszłam do tego cholernego gabinetu zobaczyłam jakiegoś chłopaka i miałam nadzieje, że to nie Justin. 
-Panno Hastings, Panie Bieber - dyrektor warknął i to wtedy ten chłopak odwrócił się w moją strone i spojrzał na mnie. No tak, Justin. Nienawidze swojego życia. 
- Co ja tu w ogóle robie i to w dodatku z nią? - krzyknął Justin patrząc na mnie z pogardą. Też nie skacze z radości, że tu z nim jestem ale za kogo on się kurwa uważa? Jeśli myśli, że jest lepszy ode mnie czuje, że będe musiała go wyprowadzić z błędu jak najszybciej się da. 
-Nie takim tonem Bieber - dyrektor skarcił Justina wzrokiem, ale nie wzruszyło go to speclajnie. No tak, przecież musi przede mną udawać twardziela. Szkoda, że to nie działa, wciąż jest dla mnie co najwyżej jakimś dziwnym typem, który ma ze sobą problem. 
-Justin, od początku są z Tobą problemy, wiecznie się spóźniasz, palisz, pijesz. Niekiedy nawet do szkoły przychodzisz nieźle skacowany lub pod znacznym wpływem narkotyków. - dyrektor chyba się uspokoił, co mnie dziwi bo był opanowany mówiąc  o takich rzeczach. Swoją drogą nie wiedziałam, że Justin jest zdolny to takich rzeczy. Może nawet jest troche podobny do mnie. Ale to nie zmienia faktu, że wciąż jest dupkiem. 
-Natomiast Ty Ashley... Wiem o twojej przeszłości, o tym, że siedziałaś w zakładzie poprawczym. O tym, że też lubiłaś imprezować, bardzo. Więc postanowiłem, że musicie ze mną pojechać do człowieka, który był podobny do Was. - ta, nasz dyrektor i jego wspaniałe pomysły. Miałam gdzieś jechać z nim i Justinem. Brzmi po prostu wspaniale. Aż się boje kogo chce nam przedstawić. Mimo wszystko jestem pełna podziwu bo on chyba na prawde myśli, że po wizycie u jakiegoś typa się zmienie, śmieszne. 
***
Siedzieliśmy już u tego gościa, którego dyrektor chciał nam przedstawić. Nazywał się Matt. Wyglądał całkiem nieźle ale dałabym mu już trzydziestke. Było tak cholernie niezręcznie. Tylko my i cisza, którą wreszcie przerwał Matt.
-Słuchajcie, zdaje sobie sprawe, że za sobą nie przepadacie i wcale nie chcecie teraz tu być, ale ja wiem co robiliście i robicie. Musicie mi uwierzyć, że to wcale nie jest dobre wyjście. Kiedyś byłem dokładnie taki jak Wy i nie skończyłem dobrze. Moi bliscy byli przy mnie, wspierali mnie i z biegiem czasu przestałem brać i pić. Uwierzcie mi, że to nie ma sensu. Chce Wam pomóc, naprawde. To co teraz powiem na pewno Wam się nie spodoba, ale nie widze innego wyjścia. Wyjedziecie razem na miesiąc. - że co kurwa ja się chyba przesłyszałam. Ja i on, miesiąc, razem. Myślałam, że moje życie nie może być gorsze, a jednak. 
______________________________________________________
Wiem, że jak zwykle krótki. Nie dodawałam rozdziału bo myślałam, że to nie ma sensu pisać dla 4 osób no ale ok. Nie wiem dokładnie, kiedy będzie następny. A no i Matta zobaczycie w zakładce Heroes.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Justin Bieber Fan Fiction PL

Moje opowiadanie pojawiło się na http://justinbieberfanfictionpl.blogspot.com moim zdaniem to świetny pomysł i ciesze się, że ktoś wreszcie założył takiego bloga. Jeśli piszecie lub znacie jakieś fajne opowiadanie o Justinie koniecznie zajrzyjcie lub odwiedźcie strone w poszukiwaniu ciekawej lektury. ZAPRASZAM

piątek, 23 sierpnia 2013

Chapter two

Od rana wszyscy w szkole gadali o jakiejś imprezie. Musze tam być a nawet nie wiem gdzie to jest. Zobaczyłam grupke jakiś chłopaków, na pewno będą coś wiedzieć. Podeszłam do nich pewnie z nadzieją, że się czegoś dowiem.
-Hej chłopcy, wiecie o jakiej imprezie wszyscy mówią? - zapytałam, starając się,  żeby mój ton brzmiał uwodzicielsko. Nie chciałam z nimi flirtować nawet mi się nie podobali. Pomyślałam, że w ten sposób szybciej się czegoś dowiem. 
-Impreza u Jasona dzisiaj o 20. - odpowiedział jeden z chłopaków, chyba kapitan szkolnej drużyny. Chociaż moge się mylić. Nie zależało mi jakoś specjalnie, aby nawiązywać w tej szkole nowe znajomości.
-Mógłbyś podać mi adres - zapytałam z nadzieją w głosie. Nie znałam dobrze miasta i żadnych klubów, więc zaczne od imprezy jakiegoś kolesia ze szkoły, którego nie znam. Co to za różnica, ważne żeby było co pić.
-Trzymaj - podał mi karteczke z adresem. Zdobyłam to czego chciałam, więc po prostu odeszłam. Nie podziękowałam mu bo to nie w moim stylu.
Dzwonek, świetnie. Z tego co wiem, mam biologie. Weszłam do odpowiedniej klasy i zajęłam miejsce w ostatnim rzędzie. Nie chciałam za bardzo rzucać się w oczy nauczycielowi, a tym bardziej uczniom. Wreszcie zobaczyłam jak jakiś facet po trzydziestce wchodzi do klasy, troche spóźniony z resztą. Lekcja strasznie mi się dłużyła. Miałam dosyć nudnej gadki nauczyciela. Nigdy nie lubiłam biologi. Kiedy zadzwonił, wyczekiwany przeze mnie dzwonek na przerwe, szybko ruszyłam w kierunku drzwi. 
- Ashley, mogłbym z Tobą porozmawiać - Poważnie? Byłam zmuszona słuchać tego nudziarza całą lekcje  i jeszcze po niej? Kocham swoje życie. Niechętnie podeszłam do jego biurka.
-Słucham, co jest tak ważne, że musi rozmawiać pan ze mną o tym na przerwie? - zapytałam z irytacją w moim głosie. Wkurwił mnie tym, że zabiera mi czas wolny i nie będe tego ukrywać, tylko dlatego, że jest nauczycielem.
-Wiem o twojej przeszłości, o tym, gdzie spędziłaś ostatni czas, ale mam nadzieję, że to Cię czegoś nauczyło i się zmieniłaś - Ta, zmieniłam i to bardzo, ale chyba nie do końca o taką przemiane mu chodzi. No cóż bardzo mi przykro. Nie będe zgrywać miłej i przyjaznej bo on mnie o to prosi. Nigdy.
-Tak, jasne. Jeśli to wszystko to ja już pójde. -odpowiedziałam mu szybko i wyszłam z klasy. Nie chciałam już patrzeć na tego upierdliwego nauczyciela. 
-Hej - usłyszałam jakiś głos, który chyba skierowany był do mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam tego typa z wczoraj. Kurwa. Wiem, że chodzimy do tej samej szkoły, ale miałam cichą nadzieje, że nie spotkamy się ponownie. Nie odpowiadając mu poszłam w swoją strone, ale zauważyłam, że za mną pobiegł. Nie dość, że uważa się za niewiadomo kogo to jeszcze jest namolny. Działa mi na nerwy.
- Idziesz na impreze do Jamesa? - zapytał, a ja zauważyłam, że wpatruje się we mnie takim samym spojrzeniem, jak wczoraj.
-Tak, ide. - Wiedziałam, że nie da za wygraną, więc dla świętego spokoju postanowiłam mu szybko odpowiedzieć. 
-To na pewno się zobaczymy. - powiedział, a łobuzerski uśmiech wkradł się na jego usta. Myśli, że jak się do mnie ładnie uśmiechnie to wskocze mu do łóżka? Może jestem suką ale nie dziwką. 
-Mam nadzieje, że nie. - odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem i odeszłam od niego. Przebywanie w jego towarzystwie to ostatnie, o czym marzyłam. Na tej imprezie ma być ponad pół szkoły, z tego co wiem, więc ide tam z nadzieją, że go nie spotkam. 
***
Weszłam do domu Jasona, przywitała mnie głośna muzyka i masa spoconych ciał. Od razu wyczułam papierosy i alkohol. Po wystroju domu wywnioskowałam, że jego starzy są dosyć bogaci. Weszłam do salonu i zauważyłam barek. Tak, tego mi teraz trzeba. Szybko podeszłam do barku i nalałam sobie piwa. Niezbyt mocne, ale od czegoś musze zacząć. Poza tym nie moge się za bardzo upić, bo obiecałam to mojej nowej matce. Wydaje się być miła, więc na razie postaram się nie przychodzić do domu pijana. Minęło troche czasu, wypiłam kilka piw, ale na szczęście nie czułam działania alkoholu. Co ważniejsze do tej pory nie widziałam nigdzie tego kolesia ze szkoły. Wszyscy się bawili i pili, ogólnie impreza nie była taka zła. Ale nagle usłyszałam dźwięk zbliżającego się radiowozu. Na pewno sąsiedzi zawiadomili policje. Kurwa. Szybko wybiegłam z domu jak reszta imprezowiczów. Byłam tak zdenerwowana, że po prostu biegłam przed siebie. Poczułam jak ktoś wciąga mnie w jakąś ciemną uliczke. Super jeszcze brakowało mi jakiegoś psychopaty gwałciciela. 
- Znowu się spotykamy Ashley. - poznałam ten głos. To ten typ ze szkoły. Znowu zauważyłam ten jego łobuzerski uśmiech. Tylko skąd on znał moje imie?
-Tak, niestety. - warkęłam. Nie chciałam go widzieć. Tym bardziej z nim rozmawiać. 
- Chodź, odwioze Cie. - powiedział przelotnie i zaraz po tym poszedł w kierunku jakiegoś samochodu. No chyba się kurwa przesłyszałam. W ogóle go nie znam. Nie znosze go i mam z nim jechać w samochodzie. Marze o tym. 
-Nawet nie wiem, jak masz na imie i mam z Tobą jechać? - powiedziałam zdenerwowana, wyrzucając ręce w powietrze. Coraz bardziej mnie wkurzał.
- Jestem Justin, a teraz wsiadaj - słyszałam, że też był wkurzony. Dobra, nie miałam już dzisiaj siły na kłótnie. Poza tym nie chce mi się iść pieszo to jakieś pół godziny drogi, ale zawsze coś. Wsiadłam szybko do samochodu i zauważyłam, że Justin robi to samo. Odpalił silnik i wyruszyliśmy było późno więc drogi były w miare puste. Cały czas panowała cisza. Nie chciałam jej przerywać, bo nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Wreszcie dotarliśmy. Mój dom. Podziękowałabym mu, ale już wcześniej wspomniałam, że nie mam tego w zwyczaju. Szybkim ruchem otworzyłam drzwi i już chciałam wyjść z samochodu, ale poczułam, że Justin łapie mnie za ręke. 
-Co jest? - warknęłam. O co mu znowu chodzi do cholery? Odwiózł mnie. Okej. Teraz może dać mi spokój. 
- Chyba należą mi się jakieś podziękowania - Ta jasne, co jeszcze? Widać, że mnie nie znał. Ode mnie oczekiwać jakiś podziękowań? Nigdy.
-Posłuchaj, ja nigdy za nic nie dziękuje - powiedziałam, po czym wyrwałam ręke z jego uścisku i wyszłam z samochodu zatrzaskując drzwi. Jedyne o czym marzyłam to sen. Jutro znowu musze wrócić do szkoły. Wciąż się łudze, że go nie spotkam, ale ostatnio los mi nie sprzyja, więc przygotuje się na najgorsze. 
______________________________________________
Wiem, że spieprzyłam rozdział, ale nie miałam na niego pomysłu. Miał być rano, ale nie mogłam zabrać się za pisanie. Przepraszam. Trzecie, będzie lepszy i troche więcej się w nim wydarzy. Bardzo Was prosze komentujcie, musze wiedzieć, że mam dla kogo pisać. Dziękuje.