-Panno Hastings, mogłaby pani pójść ze mną do mojego gabinetu? Musimy poważnie porozmawiać. - to chyba miało być pytanie, ale zabrzmiało jak rozkaz. Coś czuje, że go nie polubie. Nienawidze gdy ktoś mówi mi co mam robić, zwłaszcza jakiś podstarzały playboy. W sumie to oprócz spóźnień jeszcze nic nie zrobiłam, więc moge z nim pogadać.
Nie odezwałam się już tylko poszłam za nim. Gdy weszłam do tego cholernego gabinetu zobaczyłam jakiegoś chłopaka i miałam nadzieje, że to nie Justin.
-Panno Hastings, Panie Bieber - dyrektor warknął i to wtedy ten chłopak odwrócił się w moją strone i spojrzał na mnie. No tak, Justin. Nienawidze swojego życia.
- Co ja tu w ogóle robie i to w dodatku z nią? - krzyknął Justin patrząc na mnie z pogardą. Też nie skacze z radości, że tu z nim jestem ale za kogo on się kurwa uważa? Jeśli myśli, że jest lepszy ode mnie czuje, że będe musiała go wyprowadzić z błędu jak najszybciej się da.
-Nie takim tonem Bieber - dyrektor skarcił Justina wzrokiem, ale nie wzruszyło go to speclajnie. No tak, przecież musi przede mną udawać twardziela. Szkoda, że to nie działa, wciąż jest dla mnie co najwyżej jakimś dziwnym typem, który ma ze sobą problem.
-Justin, od początku są z Tobą problemy, wiecznie się spóźniasz, palisz, pijesz. Niekiedy nawet do szkoły przychodzisz nieźle skacowany lub pod znacznym wpływem narkotyków. - dyrektor chyba się uspokoił, co mnie dziwi bo był opanowany mówiąc o takich rzeczach. Swoją drogą nie wiedziałam, że Justin jest zdolny to takich rzeczy. Może nawet jest troche podobny do mnie. Ale to nie zmienia faktu, że wciąż jest dupkiem.
-Natomiast Ty Ashley... Wiem o twojej przeszłości, o tym, że siedziałaś w zakładzie poprawczym. O tym, że też lubiłaś imprezować, bardzo. Więc postanowiłem, że musicie ze mną pojechać do człowieka, który był podobny do Was. - ta, nasz dyrektor i jego wspaniałe pomysły. Miałam gdzieś jechać z nim i Justinem. Brzmi po prostu wspaniale. Aż się boje kogo chce nam przedstawić. Mimo wszystko jestem pełna podziwu bo on chyba na prawde myśli, że po wizycie u jakiegoś typa się zmienie, śmieszne.
***
Siedzieliśmy już u tego gościa, którego dyrektor chciał nam przedstawić. Nazywał się Matt. Wyglądał całkiem nieźle ale dałabym mu już trzydziestke. Było tak cholernie niezręcznie. Tylko my i cisza, którą wreszcie przerwał Matt.
-Słuchajcie, zdaje sobie sprawe, że za sobą nie przepadacie i wcale nie chcecie teraz tu być, ale ja wiem co robiliście i robicie. Musicie mi uwierzyć, że to wcale nie jest dobre wyjście. Kiedyś byłem dokładnie taki jak Wy i nie skończyłem dobrze. Moi bliscy byli przy mnie, wspierali mnie i z biegiem czasu przestałem brać i pić. Uwierzcie mi, że to nie ma sensu. Chce Wam pomóc, naprawde. To co teraz powiem na pewno Wam się nie spodoba, ale nie widze innego wyjścia. Wyjedziecie razem na miesiąc. - że co kurwa ja się chyba przesłyszałam. Ja i on, miesiąc, razem. Myślałam, że moje życie nie może być gorsze, a jednak.
______________________________________________________
Wiem, że jak zwykle krótki. Nie dodawałam rozdziału bo myślałam, że to nie ma sensu pisać dla 4 osób no ale ok. Nie wiem dokładnie, kiedy będzie następny. A no i Matta zobaczycie w zakładce Heroes.
Wiem, że jak zwykle krótki. Nie dodawałam rozdziału bo myślałam, że to nie ma sensu pisać dla 4 osób no ale ok. Nie wiem dokładnie, kiedy będzie następny. A no i Matta zobaczycie w zakładce Heroes.
rozdział bardzo mi się podoba : ) jestem ciekawa co będzie dalej, czekam na kolejny : )
OdpowiedzUsuńczekam na następny! :)
OdpowiedzUsuńŚwietne zacznę czytać już regularnie ;*
OdpowiedzUsuńZaczelam czytac, super:) kilka bledow, ale podoba mi sie:*
OdpowiedzUsuń